Wieprzowina w sosie cebulowo-własnym

Zdecydowanie mogę żyć bez mięsa. Nie jestem wielką fanką, choć doceniam smaczne, dobre gatunkowo i odpowiednio przyrządzone, to jednak obiad bez mięsa nie jest obiadem straconym. ON ma podobnie i ten układ bardzo mi odpowiada, choć nie da sie ukryć, że swoją obecnością wprowadził do mojej kuchni zdecydowanie więcej mięsnych kaprysów.

Czytaj dalej

Kiszone ogórki

W tym roku po raz pierwszy postanowiłam sama zakisić ogórki. Chociaż wprost za nimi przepadam i uważam za nasz narodowy skarb, to jakoś nigdy wcześniej sama ich nie robiłam – miałam swoje ulubione, sklepowe kiszone ogórki i całkiem byłam z nich zadowolona, dopóki… no właśnie, dopóki nie zrobiłam ich po swojemu. Aromatyczne, chrupiące – prawdziwe ogórkowe marzenie.

Czytaj dalej

Zupa pomidorowa z pulpecikami

Zupy to zasadniczo nie moja bajka – tak już mam. Skąd dokładnie mi się to wzięło? Nie mogę jednoznacznie stwierdzić, nie zmienia to jednak faktu, że te które jadam stanowią naprawdę wyjątki potwierdzające regułę. I jeszcze jakiś czas temu nie pomyślałabym, że w moim kuchennym repertuarze na stałe zagości zupa pomidorowa… Jednak gotowanie dla kogoś to przecież zupełnie inna para kaloszy.

Czytaj dalej

Pierogi z mięsem

Czy znacie kogoś, kto nie lubi pierogów? Jeden będzie wolał ruskie, inny z serem na słodko, jeszcze inny ze szpinakiem, ale czy jest ktoś, kto naprawdę ich nie lubi? Nie ma? To świetnie, bo dzisiaj będzie o pierogach i to nie byle jakich, bo z mięsem.

Czytaj dalej

Chłopski garnek z ziemniakami i kiełbasą

Nieczęsto sie do tego głośno przyznaję, ale jestem z zamiłowania ziemniakożercą. Nigdy nie ma u mnie w domu nadmiaru ziemniaków. Nie, nie! Nie dlatego, że tyle ich jem (bo gdybym jadła, to trzeba by mnie toczyć), lecz dlatego, że gdyby były, to bym je jadła – prosto z gara, najlepiej ugotowane w mundurkach, z samą solą i masłem. Albo w jednogarnkowej chłopskiej potrawce, z kiełbasą i mielonym mięsem – przaśnej, sycącej, kalorycznej i bardzo, bardzo pysznej!

Czytaj dalej

Kapuśniak z kiszonej kapusty

Jak wiele razy wspominałam, nie znoszę zimy. Bure, smutne miesiące późnej jesieni i zimy są dla mnie zawsze czymś w rodzaju niezasłużonej kary. Oczywiście ta pora roku ma swoje uroki, jak choćby Gwiazdka lub pierwszy śnieg, który na chwilę przykrywa zimowy brud bielusieńką kołderką, a jednak na nic tak nigdy nie czekam, jak na pierwsze oznaki wiosny. Na wiatr, który zamiast przyprawiać o dreszcze, delikatnie muska odkryte głowy i plącze apaszki, pęczniejące w słońcu pąki drzew i krzewów, wyraźnie dłuższe dni… Przezimowałam jakoś – w niektórych kwestiach nieco próżnowałam, co widać, w innych wręcz przeciwnie… lecz to nie miejsce na…

Czytaj dalej