Prosty razowiec ze słonecznikiem na zakwasie

Świat pokryła warstwa bieli, ścięta przez mróz, który utrzymuje w ryzach ten bajkowy krajobraz. Słońce jest rzadkim gościem, na którego powrót czekam z utęsknieniem. W te wciąż krótkie dni najlepszym pocieszeniem są ciepłe, zimowe skarpety i swetry, miękkie koce i czas spędzony w kuchni. I niech sobie trzaska mróz i skrzypi śnieg za oknem – otulona ciepłem domowego ogniska, pachnącego chlebem i miłością nie potrzebuję niczego więcej, by dotrwać do wiosny i w końcu odetchnąć pełną piersią.

Chleb z żurawiną i siemieniem lnianym, na zakwasie

Odkąd spróbowałam pierwszego własnego chleba, wiedziałam, że szybko przerodzi się to w coś normalnego w moim domu, a dokarmianie zakwasu i przygotowywanie chlebowego ciasta wpisze się w stały rytm życia. Jedną z lepszych rzeczy poza smakiem domowego pieczywa, jest niezwykła różnorodność smaków, dodatków, faktur i zapachów chleba. Dom zamienia się w skład mąki kilku rodzajów i gatunków, biały pył unosi się w kuchni, zakwas ma swoje honorowe miejsce w szafce, tuż obok zwiększającej się z dnia na dzień ilości słoików z ziarenkami, suszonymi owocami i innymi dodatkami do chleba, a wieczorami z tabletem lub laptopem w łóżku penetruje się sieć w poszukiwaniu kolejnych przepisów do wypróbowania. Brzmi jak szaleństwo, ale oby więcej było tak szalonych ludzi. Z tego szaleństwa nie trzeba się leczyć, ani go obawiać.

Bułki poznańskie – z przedziałkiem

Poręczne, idealne do przyrządzania kanapek, łatwe w przechowywaniu i można zawsze kupić ich akurat tyle, ile potrzeba. Tylko po co kupować, jeśli najpyszniejsze na świecie bułki można upiec własnoręcznie? Chrypiąca skórka i puszyste, leciutkie wnętrze pszennych bułek to obietnica doskonałych kanapek. Niewiele przy nich pracy, potrzeba tylko nieco czasu, by drożdże zrobiły swoją robotę, a efekty przechodzą najśmielsze oczekiwania.

Chleb codzienny. Żytnio-pszenny chleb na zakwasie

Przeczytałam ostatnio nagłówek w jednym z poczytnych tygodników, w którym autor prowadził rozważania nad nową modą na domowy wypiek chleba. Przyznam szczerze, że nie doczytałam artykułu do końca, tak zirytowało mnie słowo moda. To smutne, gdy modą nazywa się chęć powrotu do tradycji, to tragiczne, że modą nazywa się rosnącą świadomość Polaków o tym jak szkodliwa jest tania, wysoko przetworzona żywność oraz że jeśli nie wrócimy do kultywowania tradycji znanych od wieków, wkrótce wszyscy zapomnimy o tym, skąd właściwie bierze się (lub brało się kiedyś) jedzenie. Podirytowana tymi przemyśleniami poszłam do kuchni oddać się najnowszej modzie i wstawiłam do piekarnika domowy chleb na zakwasie.

Zakwas żytni na chleb

No i stało się. Że wypowiedziałam wojnę, to chyba za dużo powiedziane, niemniej jednak powzięłam postanowienie, że kończę z produkowanym na skalę przemysłową gąbczastym zapchajworem ze sklepów i lansujących się na tradycyjne sieci piekarenek, wyrastających na osiedlach, jak grzyby po deszczu. Dość już nafaszerowanych spulchniaczami, antypleśniową chemią i innymi truciznami, nieświeżych dzień po zakupie pseudochlebów i bułek. Drżąc pielęgnowałam go kilka dni i oto jest – jego wysokość zakwas żytni na chleb.