Prosta fasolka po bretońsku

– A może zjesz trochę fasolki po bretońsku? – zapytał mnie ktoś kiedyś. Kiedy już dostałam sporą miskę mojemu zdziwieniu nie było końca. Ziarna fasoli mogłabym bowiem policzyć na palcach obu rąk, choć zawartość miski była naprawdę gęsta – od mięsa, nie od fasoli.
– Co to? – Spytałam lekko zbita z tropu.
– No… fasolka.
– Ale gdzie ona? Przecież to jest  mięsiwo po bretońsku!

Przyznaję bez bicia, że byłam wtedy bardzo niepocieszona. Fasolka po bretońsku to mój smak z dzieciństwa. Duża ilość wielkiego białego jasia moczyła się przynajmniej kilka godzin w zimnej wodzie, a potem gotowała się do miękkości, by na koniec skończyć w sosie pomidorowym z dodatkiem plasterków dobrej kiełbasy, parówek, kawałków mięsa i boczku do smaku. Jednak w fasolce po bretońsku to właśnie fasola grała zawsze pierwsze skrzypce – wprost nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej, tym bardziej, że nie należę do zagorzałych mięsożerców. Wyłowiłam więc kilka smętnych fasolek, kilka kawałków kiełbasy i podzieliłam się swoją porcją z wyrozumiałym (i mięsożernym) gospodarzem.

Fasolka po bretońsku to także jedno z tych dań, które nierozerwalnie kojarzą mi się z jesienią i zimą. Sycące, rozgrzewające, gotowane w wielkim garze, z którego wychodzi kilka sporych porcji. Dodatkowo to danie niedrogie – jego cena zależy głównie od tego, jakich mięs i kiełbas użyjemy do gotowania, sama fasola stanowi raczej niewielki wydatek. To, czego nie zjemy na bieżąco można poporcjować i zamrozić, zapewniając sobie porządny obiad w dni, kiedy zupełnie nie chce nam się gotować.

Ci, którzy oddali się bardziej wnikliwej lekturze tego postu domyślają się  już, że moja fasolka po bretońsku składa się głównie z fasoli w sosie pomidorowym, a kiełbasa stanowi do niej dodatek, który ma na celu wzbogacić smak, a nie być głównym jego elementem. To jednak ile użyjecie wędlin jest wyłącznie waszą sprawą!

No i jeszcze jedna uwaga – fasolka po bretońsku wcale nie wywodzi się z Bretanii…

Prosta fasolka po bretońsku

  • 1/2 kg białej fasoli, np. jasia
  • 1l przecieru pomidorowego
  • 1 mała cebula
  • kilka ząbków czosnku
  • 200 g dobrej kiełbasy
  • nieduży kawałek wędzonego boczku
  • oliwa lub olej do smażenia
  • cukier, sól, pieprz ziarnisty, majeranek, liść laurowy, ziele angielskie

Fasolę wysyp do sporej miski lub garnka i zalej dużą ilością zimnej wody – fasola namoknie i spęcznieje, wchłaniając płyn. Najlepiej zrobić to na dzień przed gotowaniem i pozwolić jej odstać całą noc. Gotuj fasolę do miękkości na małym ogniu w osolonej wodzie – trochę to potrwa  – przynajmniej 1-1,5 godziny w zależności od rozmiaru użytej fasoli. Pilnuj, by woda nie wygotowała się całkiem – mieszaj i uzupełniaj jej poziom w trakcie gotowania.
W międzyczasie przygotuj sos. Wlej przecier pomidorowy do garnka, dopraw go 2-3 liśćmi laurowymi, 4-5 ziarnami ziela angielskiego, kilkoma ziarnami pieprzu i 2-3 porządnymi szczyptami majeranku, posól i ewentualnie posłódź do smaku. Drobniutko posiekaną cebulę i czosnek podsmaż na patelni, aż cebula się zeszkli, odsącz delikatnie z nadmiaru tłuszczu i przełóż do garnka z przecierem pomidorowym. Na tej samej patelni podsmaż pokrojony w drobną kostkę wędzony boczek, aż wytopi się z niego większość tłuszczu. Kawałki zesmażonego boczku dodaj do sosu, tak samo jak pokrojoną w plastry kiełbasę. Pozwól całości zagotować się na wolnym ogniu, aby uwolniły się wszystkie smaki i aromaty.
Na koniec, gdy fasola będzie już miękka odcedź ją i połącz z gotującym się sosem. Wymieszaj dokładnie i podgotuj jeszcze kilka minut.
Podawaj ze świeżym pieczywem!

Możesz użyć mniejszej fasoli niż jaś – jednak niezależnie od rozmiaru pilnuj, aby się nie rozgotowała. Czas gotowania zależy od rozmiaru oraz od tego, jak długo ziarna fasoli moczyły się w wodzie.
Dostosuj ilość czosnku i cebuli do swoich upodobań – u mnie były to jakieś 3-4 naprawdę spore ząbki czosnku, a cebula mała i naprawdę drobniutko posiekana, ponieważ nie znoszę jej kawałków w sosach.
Wspominałam wyżej o parówkach – uwielbiałam je jako dziecko, zjadałam wtedy tylko ich delikatne krążki i fasolę, resztę kiełbasy i mięsa zostawiałam starszym. Dobrej jakości parówki wzbogacą smak fasolki, jednak nie zastąpią kiełbasy, która hojnie dzieli się swoim aromatem. Moja ulubiona do tego typu celów to ostatnimi czasy surowa kiełbasa polska.
Ile domów tyle smaków fasolki po bretońsku – nie bój się eksperymentować. Gdyby tak użyć pikantnego chorizo i doprawić mocno słodką i ostrą papryką lub dołożyć do sosu łyżkę ognistej harrisy uzyskamy zupełnie nową kombinację smakową.. 🙂
Smacznego!

8 komentarzy

  1. 🙂 widzę tu swoją rękę 😉
    Ale muszę się wypowiedzieć w sprawie cukru… to jest KONIECZNOŚĆ gdy robimy z przecieru czy koncentratu pomoże tylko solidna łyżka cukru do sosu

  2. Uwielbiam fasolkę po bretońsku. Pyyyyyyszności 😀

  3. Uwielbiam fasolkę po bretońsku. Tak jak Tobie kojarzy mi się z dzieciństwem – u nas zwykle moczyła się przez noc 🙂
    I tak – to fasola ma dominować! 🙂
    Poza tym nie lubię w niej mięsa – tylko kiełbaska i trochę boczku. I cząber.

    • To miło, że łączy nas podobne wspomnienie smaku 🙂 Mam nadzieję, że ten krótki przepis Cię zainspiruje i fasolka wkrótce zagości na Twoim talerzu!

  4. Pingback: Fasola bo bretońsku z szybkowaru  | Jest Pysznie!

  5. a ja robię dziś moje drogie 🙂

Masz ochotę? A może zjadłeś i ci smakowało? Daj mi o tym znać! Zostaw komentarz :)